Za nami trzy dni pełne emocji i wrażeń a działo się w naszej parafii niemało. 13.08 – koncert Krzysztofa Antkowiaka, 14.08 - odpust ku czci św. Maksymiliana Marii Kolbego i wieczorny seans filmowy w kinie plenerowym a 15.08 – potańcówka pod sosnami. Chociaż z nieba lał się żar to miłośników zabawy przy muzyce na żywo nie zabrakło. Nasz plac pod sosnami wyglądał inaczej niż zwykle i tętnił życiem. Słychać było rozmowy i wybuchy śmiechu ale o to chodziło – o czas spędzony na wspólnych rozmowach i zacieśnianiu wzajemnych relacji. Nie zabrakło pysznych wypieków naszych niezawodnych parafianek, grilowanych kiełbasek, tradycyjnej kromki chleba ze smalcem, czy bigosu proboszcza a z tego co słyszałam niektórzy przyszli specjalnie, żeby go spróbować.
O licytacjach też nie zapomnieliśmy. Każdy licytowany przedmiot znalazł swojego nabywcę ale inaczej być nie mogło jak ma się tak fantastyczną osobę prowadzącą.
Nie zabrakło też amatorów tańca i nie wiem, osoby z jakiej grupy wiekowej bawiły się najlepiej i kogo można byłoby uznać za mistrza parkietu.
Dziękujemy wszystkim, którzy czynnie włączyli się w przygotowanie i obsługę wydarzenia jakim jest potańcówka pod sosnami, naszym parafiankom za pyszne wypieki. Tylko wspólnie możemy zrobić coś fajnego. Jeżeli ktoś dopatrzył się jakichś mankamentów to spieszę wyjaśnić, że jesteśmy tylko ludźmi. Jedynie na pogodę nie mamy wpływu, ale w końcu mamy lato. A gdyby ktoś chciał pomóc przy kolejnych wydarzeniach to zapraszamy do pomocy. Cały dochód z tegorocznej potańcówki pomoże w dokończeniu modernizacji nawierzchni przykościelnego placu służącego za parking. Za każdą przysłowiową złotówkę z serca Wam dziękujemy.
Fotorelacja: https://photos.app.goo.gl/omhHzgAwQueaoMiZA
Tekst: Katarzyna Król
Nie miałeś łatwego wyboru
z dwóch - wybrałeś obie (ks. Janusz Kozłowski „Dwie korony”)
14 sierpnia dla wspólnoty parafialnej jest niezwykle ważnym dniem. To dzień, kiedy wspominamy naszego patrona, św. ojca Maksymiliana Marię Kolbego, męczennika. Tegoroczną sumę odpustową odprawił i słowo do wiernych skierował ks. dr Leszek Pachuta dyrektor naszego Diecezjalnego Wydawnictwa i Drukarni w Sandomierzu.
Myślę też, że warto by każdy parafianin wiedział coś o patronie. Rajmund Kolbe urodził się 08 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli w wierzącej, wielodzietnej rodzinie. Żywiołowy i psotny ale posłuszny wobec rodziców. Często gorąco modlił się i pytał Matkę Boską, kim będzie. Otrzymał odpowiedź. Podczas modlitwy ukazała mu się Maryja trzymająca dwie korony – białą i czerwoną a Rajmund, nie mogąc się zdecydować wybrał i białą i czerwoną. Biała była symbolem czystości a czerwona męczeństwa. To objawienie odcisnęło piętno na jego dalszym życiu. Wstąpił do zakonu franciszkanów przyjmując imię Maksymilian, po ślubach wieczystych - Maria. Od tej pory Maksymilian Maria Kolbe swoją pracą i modlitwą szerzył na świecie kult Niepokalanej zakładając związek duszpasterski Rycerstwo Niepokalanej, wydając m.in. „Rycerza Niepokalanej”, budując w szczerym polu Niepokalanów czy w Nagasaki zakładając zakon franciszkanów. Człowiek niezwykle skromny, cichy ale pełen godności. W czasie II wojny światowej trafił do obozu w Auschwitz stając się dla okupanta jedynie numerem 16670. Pomimo różnych upokorzeń nie poddał się, potajemnie pełnił w obozie posługę kapłańską. Dobrowolnie wybrał śmierć głodową za innego więźnia. Nawet będąc w celi śmierci dodawał otuchy, modlił się, spowiadał i przygotowywał na śmierć pozostałych skazanych. Taką postawę współczesny człowiek pewnie nazwałby głupotą bo po co świadomie decydować się na śmierć za kogoś obcego, w imię czego? Ojciec Maksymilian zrobił to z miłości do bliźniego. Zmarł w przeddzień Święta Wniebowzięcia Maryi. Tej samej, która dała mu dwie korony do wyboru a on wybrał obie…
Podczas beatyfikacji w 1971 roku, papież Paweł VI w homilii wygłosił słowa: „Kto z nas nie pamięta niezrównanego faktu? „Jestem kapłanem katolickim” mówi ojciec Kolbe ofiarując siebie na śmierć i na jaką śmierć! dla ratowania życia skazanego w mściwym odwecie, nieznanego mu towarzysza niedoli. Był to wielki moment: ofiara została przyjęta. Zrodziła się ona z serca nawykłego do wyrzeczeń, jakby w naturalnym odruchu posługi kapłańskiej.”
Warto też wspomnieć słowa świętego Jana Pawła II z homilii wygłoszonej w 1982 roku podczas kanonizacji: „Ojciec Maksymilian Kolbe, więzień obozowy, upomniał się w obozie śmierci o prawo do życia niewinnego człowieka – jednego z milionów. Ten człowiek (Franciszek Gajowniczek) żyje po dzień dzisiejszy, i jest wśród nas obecny. Ojciec Kolbe upomniał się o prawo do życia, wyrażając gotowość pójścia na śmierć w jego zastępstwie, ponieważ tamten był ojcem rodziny i jego życie potrzebne było najbliższym. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe potwierdził w ten sposób prawo Stwórcy do życia niewinnego człowieka, dał świadectwo Chrystusowi i miłości.”
W tym roku, po raz pierwszy miało miejsce niecodzienne wydarzenie. Podczas odpustowych uroczystości, ksiądz proboszcz wręczył statuetki Maksymiliana parafianom, jako wyraz wdzięczności, za ich wyjątkowe zaangażowanie w duchowe i materialne budowanie wspólnoty parafialnej. Małgorzata i Bolesław Buczkowscy (za 2022 r.), Maria i Zbigniew Tomczykowie (za 2023 r.), Maria i Andrzej Fitowscy (za 2024 r.) oraz Katarzyna i Sylwester Łaszcz (za 2025 r.) – nie szczędzą swojego czasu, a przede wszystkim sił i zdrowia dla dobra naszej parafialnej wspólnoty i mogę wszystkich zapewnić, że nie robią tego dla nagród czy słów uznania. Robią to, kierując się sercem i bezinteresownością. To wyróżnienie można otrzymać tylko raz i tylko 14 sierpnia, we wspomnienie naszego patrona. A kto następny dołączy do tego zacnego grona? Przekonamy się o tym za rok...
Dopełnieniem parafialnego odpustu był wieczorny seans w kinie plenerowym pod sosnami. Film pt. „Odważni” zrobił na wszystkich niesamowite wrażenie, a przede wszystkim pokazał siłę przyjaźni, życia w zgodzie z wiarą i dojrzewania do ojcostwa.
Fotorelacja: https://photos.app.goo.gl/APhig1CZYSgnqiJB8
Tekst: Katarzyna Król
Dla jednych będzie Krzysiem śpiewającym utwór „Zakazany owoc” czy występującym w telewizyjnym programie dla dzieci i młodzieży „Dyskoteka Pana Jacka” albo Krzyśkiem grającym w filmie „Młode wilki 1/2”, dla przedstawicieli młodego pokolenia prawdopodobnie kimś zupełnie nieznanym. Jako dorosły współpracował m.in. z Grzegorzem Ciechowskim, z Edytą Górniak wykonał utwór „Pada śnieg”, ze Stanisławą Celińską - „Czas pojednań”. Aktor, kompozytor, producent muzyczny, pianista, człowiek o głosie, którego nie da się zapomnieć...Krzysztof Antkowiak. Człowiek, który nie kryje tego, że wiara w Boga pomogła mu wyjść na prostą. 13 sierpnia 2025 wystąpił w pięknym koncercie, podczas którego usłyszeliśmy m.in teksty księdza Piotra Pawlukiewicza. Teksty, które dotykają ważnych i trudnych spraw, wnikają w głąb serca słuchacza i zostają w pamięci.
Pamiętam, kiedy przeczytałam jedyną autobiografię księdza Piotra Pawlukiewicza „Z braku rodzi się lepsze...Wywiad strumyk”. Przyznam szczerze, biografie czy autobiografie nie są moim ulubionym gatunkiem literackim, ale rozmowa prowadzona między księdzem Pawlukiewiczem a Renatą Czerwicką wciągnęła mnie do tego stopnia, że musiałam posłuchać utworu „Litania”, właśnie w wykonaniu naszego gościa. Znalazłam, odsłuchałam kilka razy pod rząd i...przepadłam.
Jeśli chodzi o koncert...Środowe ciepłe popołudnie i nasza parafialna altana były idealne, by dać się porwać dźwiękom muzyki i słowom, które pozostawił ksiądz Piotr. Był utwór „Na Nowolipkach” i „Litania”. Już od pierwszej chwili, artysta nawiązał fantastyczny kontakt ze słuchaczami. Usłyszeliśmy również piosenkę wykonywaną przez Grażynę Łobaszewską „Czas nas uczy pogody”, aranżacje utworów Toma Waitsa „Deszczowe psy” i„W głębokim dole”, „Modlitwę wędrownego grajka” ze słowami Jana Kasprowicza czy „Modlitwę” Bułata Okudżawy. Historie o przyjaźni z księdzem Pawlukiewiczem czy związane z różnymi życiowymi sytuacjami wplatane między poszczególne utwory sprawiły, że koncert skończył się zdecydowanie za szybko. Nie mogło oczywiście zabraknąć słynnego utworu „Zakazany owoc”, w śpiewanie którego włączyła się publiczność.
Ten koncert utwierdził mnie i chyba większość zasłuchanych, że Pan Bóg wobec każdego człowieka ma plany, niekiedy niezrozumiałe dla nas i stawia na naszej drodze różne osoby. Krzysztof Antkowiak na swojej drodze spotkał księdza Pawlukiewicza, który po usłyszeniu „Litanii” powierzył mu swoje teksty by skomponował do nich muzykę. Tak powstała płyta „Zostanie mi muzyka”, głównie z tekstami autorstwa tego niezwykłego kapłana. Największym marzeniem księdza Piotra było nagranie płyty. Chociaż nie zrobił tego osobiście i nie doczekał jej wydania, to wydaje mi się że dokonał doskonałego wyboru. Nikt inny nie oddałby głębi jego tekstów lepiej, niż Krzysztof Antkowiak. Dla tych, którzy z różnych powodów nie mogli być z nami na koncercie mamy fotorelację. Tylko dźwięków i panującej na koncercie atmosfery dołączyć nie możemy...
Fotorelacja: https://photos.app.goo.gl/Q7TcmM6FRbqnNjrD6
Tekst: Katarzyna Król
Zdjęcia: Agnieszka Kwiatkowska
Za nami wyjątkowa pielgrzymka – czas modlitwy, zachwytu nad pięknem stworzenia i duchowej jedności. To były tylko trzy dni, a jednocześnie aż trzy – wypełnione po brzegi doświadczeniami, widokami i chwilami, które zostaną z nami na dłużej. Choć pogoda była kapryśna, jak to w górach, nie przeszkodziło nam to ani w odkrywaniu niezwykłych miejsc, ani w budowaniu wspólnoty. Bo przecież najważniejsze nie było to, co nad głową, ale to, co między nami i w nas.
To był wyjazd szczególny – bo wspólny. W Góry Stołowe wyruszyliśmy razem – wierni z parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego pod opieką ks. Mariana Bolesty oraz z parafii pw. św. Zygmunta w Pniowie wraz z ks. Markiem Mazurem. Dwie wspólnoty, dwa środowiska, różne historie i doświadczenia, a jednak jeden kierunek, jeden cel - żeby razem się modlić, zwiedzać, rozmawiać i po prostu być ze sobą.
Pierwszym ważnym przystankiem była Kaplica Czaszek w Czermnej. Miejsce, które zatrzymuje - nie tylko nogi, wzrok, ale i myśli. Miejsce, które milczy, a jednocześnie mówi więcej niż tysiące słów. Trudno tam nie poczuć powagi życia i ulotności czasu. W ciszy tego niezwykłego miejsca, wśród tysięcy ludzkich szczątków, każdy z nas mógł zatrzymać się na chwilę, by zajrzeć w głąb serca i zmierzyć się z pytaniami o sens, przemijanie i wieczność.
Po zwiedzaniu, w pełnym skupieniu udaliśmy się do kościoła parafialnego pw. św. Bartłomieja Apostoła, gdzie uczestniczyliśmy w Eucharystii koncelebrowanej przez naszych duszpasterzy – był to czas modlitwy, ciszy i wewnętrznego pokoju.
Później zachwyciła nas natura - Skalne Miasto w czeskim Adršpachu wyglądało jak z bajki: wysokie skały, spokojna woda odbijająca niebo, zielone drzewa i kojąca cisza. A potem – Błędne Skały: wąskie przesmyki, zakręty, rozwidlenia. Oba miejsca były niezwykłe, zupełnie inne, a jednak na swój sposób podobne do naszej codzienności. Tam naprawdę można poczuć, że życie to droga, która nie zawsze jest prosta. Czasem trzeba się zatrzymać, czasem cofnąć, przecisnąć z trudem dalej albo poczekać na innych. Ale zawsze z nadzieją, że za kolejnym zakrętem znów zrobi się szerzej, jaśniej, spokojniej. Trochę jak w życiu – bywa trudno, ale przecież warto iść dalej.
Trzeci dzień naszej pielgrzymki przyniósł nam Wambierzyce – miejsce, które od wieków nazywane jest duchowym sercem tych ziem. To właśnie tu historia i wiara splatają się ze sobą w nierozerwalną całość, tworząc przestrzeń, która przyciąga pielgrzymów spragnionych spokoju i głębokich przeżyć. Msza Święta w Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej, koncelebrowana m.in. przez naszych Księży, była momentem głębokiego skupienia i wspólnotowej modlitwy. Później zwiedzanie Sanktuarium – miejsce pełne tajemnic, piękna i świadectw modlitwy pokoleń oraz ruchoma szopka, która rozbudziła uśmiechy nie tylko na twarzach dzieci, ale także dorosłych. Było duchowo, było radośnie, było razem.
Przyszedł czas na powrót..... Choć każdy z nas przyjechał z innym bagażem spraw, emocji i intencji – to wróciliśmy z tej pielgrzymki z czymś wspólnym. Z nowymi znajomościami, z dobrym słowem, z odświeżonymi relacjami. Bo właśnie o to chodzi w pielgrzymowaniu: żeby być razem i iść – nie tylko przed siebie, ale też do siebie nawzajem, z sercem pełnym życzliwości.
Dziękujemy naszym duszpasterzom za duchowe przewodnictwo, modlitwę i obecność. Dzięki nim ta pielgrzymka miała nie tylko cel turystyczny, ale przede wszystkim – duchowy. Nie sposób pominąć i nie docenić doskonałej organizacji całego wyjazdu - z serca dziękujemy ks. Marianowi Boleście i ks. Markowi Mazurowi. Po kilku miesiącach przygotowań wszystko było „dopięte na ostatni guzik” – od starannie zaplanowanego programu, przez logistykę, aż po przemyślane szczegóły każdego dnia. Czas był wypełniony, intensywny, pełen różnorodnych wrażeń i dobrze wykorzystany. Dzięki temu każdy z nas miał okazję przeżyć te trzy dni nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim głęboko i wartościowo. Olga Buś dziękujemy za dopięcie na powrocie obiadu - wszystko było idealnie zgrane
Oczywiście nie zapominamy o naszych gospodarzach – właścicielach pensjonatu „Lissa” w Łężycach, którym składamy serdeczne podziękowania za gościnność, miłą atmosferę, wygodne pokoje oraz pyszne, domowe posiłki, które każdego dnia trafiały w nasze gusta.
Tak, to prawda – wróciliśmy do domów zmęczeni, ale z pewnością wewnętrznie ubogaceni. Z wdzięcznością za każdy uśmiech oraz każde przeżycie, które zbliżyło nas do siebie i do Boga. Bo kiedy idzie się razem, i to z Bogiem – nawet przez błędne skały – zawsze znajdzie się ścieżka, za której zakrętem zrobi się szerzej, jaśniej i spokojniej.
Fotorelacja: https://photos.app.goo.gl/RdrHyMy39rkfGPAy6
Tekst: Katarzyna Łaszcz
Zdjęcia: Agnieszka Kwiatkowska
