Parafia
w Ostrowcu Świętokrzyskim

Podwyższenia Krzyża Świętego

 
Nawiedzenie obrazu Jezusa Miłosiernego w naszej parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego jest czasem szczególnej łaski, który trudno ubrać w zwykłe słowa. W codziennym biegu, pośród spraw ważnych i tych zupełnie zwyczajnych, nagle przyszła chwila zatrzymania — jakby sam Bóg zapukał do drzwi naszych serc, cicho, ale stanowczo.
Obraz Jezusa Miłosiernego, tak dobrze znany, a jednak tego dnia jakby nowy, patrzył na nas z niezwykłą łagodnością. W Jego spojrzeniu można odnaleźć wszystko: zrozumienie naszych słabości, cierpliwość wobec naszych upadków i bezgraniczną miłość, która nie stawia warunków. Promienie wychodzące z Jego Serca zdają się obejmować każdego z nas — niezależnie od tego, z czym przyszedł, co nosił w sobie, jak bardzo był zagubiony.
Co przynosi ta peregrynacja — mnie, Tobie, nam wszystkim?
Dla wielu z nas stała się szczególnym zaproszeniem. Nie tyle do wielkich słów i deklaracji, ile do prostego, szczerego zawierzenia. Do tego, by uwierzyć, że miłosierdzie jest większe niż nasz grzech, że nadzieja nie gaśnie nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone. W ciszy modlitwy można odnaleźć pokój i usłyszeć wewnętrzny szept: „Ufaj Mi” — słowa, które nie są tylko pobożnym wezwaniem, ale drogą prowadzącą przez codzienność.
Dla wielu z nas jest to także czas, w którym w ciszy serca rodzą się pytania, niepozwalające pozostać obojętnym: „Czy naprawdę pragnę? Czy naprawdę ufam?” Nie są to słowa, które można jedynie usłyszeć i zapomnieć — one domagają się odpowiedzi. Każdy, kto odważy się je sobie postawić, musiał odpowiedzieć sam — w sercu, w sumieniu, w prawdzie o sobie. Czy naprawdę pragnę Boga? Czy naprawdę Mu ufam — nie tylko wtedy, gdy wszystko się układa, ale także wtedy, gdy życie staje się trudne?
Niewątpliwie ta peregrynacja jest dla nas wszystkich wydarzeniem, ale czymś więcej niż tylko wydarzeniem — jest spotkaniem – żywym, prawdziwym, dotykającym serca. Spotkaniem, które jednoczy, które uczy patrzeć na drugiego człowieka z większą czułością i wyrozumiałością. Bo skoro sami jesteśmy ogarnięci miłosierdziem, jesteśmy też wezwani, by je nieść dalej. Spotkaniem, które nie skończy się wraz z odjazdem obrazu, ale pozostaje w sercu. Bo prawdziwe nawiedzenie dokonuje się wtedy, gdy człowiek pozwala Bogu zamieszkać w sobie. Pytania mogą pozostać, czasem bez natychmiastowej odpowiedzi, ale to właśnie one prowadzą nas dalej — głębiej, bliżej.
Niech ten czas nie pozostanie tylko pięknym wspomnieniem. Niech to doświadczenie stanie się dla nas wszystkich początkiem przemiany — cichej, ale trwałej. Niech stanie się początkiem drogi — drogi pełnej ufności, może także drogi powrotu, drogi życia bliżej Boga. Bo Jezus wciąż jest obecny — nie gdzieś daleko, ale właśnie tam, gdzie jesteśmy: w naszej codzienności, w naszej modlitwie, w naszym sercu. I wciąż cicho pyta: „Czy pragniesz? Czy ufasz?”
A odpowiedź, którą Mu damy, może zmienić wszystko. Wiele zależy od nas…
 
Tekst: Katarzyna Łaszcz